czwartek, 16 października 2014

słabość

będę pisał nieskładnie. źle i w poplątany sposób.
wybacz.


jestem chory.
przeziębiony.
wypiłem 2 piwa i nic nie pomaga.
chyba rzeczywiście jestem chory.

poszedłem po kolejne. zobaczymy.

wszyscy piszą teraz o meczu polska Niemcy. rzygać się chce. Mnie tez.
ciągle pokazuje ta eskortę dziecięca i ich uśmiechnięte twarze.
w sumie to nic złego.
ale wiem, ze zabrakło tam B.
panowie trenerzy utrzymywali w tajemnicy swoja inicjatywę wyprowadzania reprezentacji przez nasze dziciaki.
niestety nie padło na nas.
rozmawiałem z nimi.
dlaczego nie powiedzieli wcześniej? dlaczego wybrali tych których wybrali (oczywiście im się należało) dlaczego nie było chociaż małego losowania? dlaczego tylko z wyższego rocznika była większość chłopców a z naszego tylko jeden?

straszna chujnia. odpowiedzi były wymijające. panowie zmieszani. zeznania poplątane.
szkoda, bo to historyczna chwila.
mam żal.
niestety niepotrzebnie krygowałem się kiedy startowaliśmy do innych klubów. niepotrzebne było moje zmieszanie i uczucie nielojalności.
wiem. nie powinno mnie to dziwić. to piłka nożna, czyli największe bagno jeśli chodzi o światek sportowy. najgorsze jest to że nawet nie otarliśmy się o zawodowstwo a tutaj juz jest zgrzyt...

nie da się tak łatwo namówić go do rezygnacji z piłki.
konkretnie duży bakcyl jest połknięty.
kiedy nie jesteśmy na treningu B rysuje korki, albo messiego, albo lewego itp. historie.
łatwo nie jest.

właśnie sąpowołania na mecz z jego rocznika... nie ma go w składzie.
zwykle jest w roczniku wyzej ale tym razem w jego roczniku to wazny mecz....
ehhhhh




moja firma jutro jedzie na wyjazd integracyjny.
nie jadę.
z nikim nie zżyłem się dostatecznie by dzielić z nim pokój.
może to za dużo powiedziane, ale na prawdę nie czuję chemii.
no nie czuję.


łyk



strasznie mnie łeb napie.....



warsztaty, wykłady i inne pierdolety. nie interesuje mnie to co maja do powiedzenia ludzie z mojej firmy. no moze poza 2 lub 3 osobami. reszta to reklamowe truchło.
tyle lat z tymi ludźmi i chuj....
nic.


otworzę piwo.

myślę, że nie jestem dobrym ojcem. kiepski daje przykład. na pewno nie wychowuje przez modelowanie. jestem słabym ziomkiem.
oj tak.
i jeszcze moje animozje w stosunku do kadry trenerskiej moga tylko zaszkodzić B.
ale nie moge się kurwa powstrzymać.
mam nadzieję że mu nie zaszkodzę.
że nikomu nie zaszkodzę.
no tak to tez bzdura.

chciałbym wyjechać.
zabrać wszystkich i wyjechać.
daleko.
bardzo.
żeby nic tutaj materialnogo nie zostawić.
nic.
tylko angielski.
jebany angielski.


łyk





















piątek, 3 października 2014

siedzimy

siedzieliśmy z J.
oglądaliśmy i śmialiśmy się.
usłyszeliśmy B schodzącego z góry.
miał wielki kołnierz z chrupek na piżamie.
częśc była na włosach część na spodniach.
jadł je dzisiaj rano.
mam nadzieję, że to nie jest pokłosie bólów z przed wylotu.

siedzimy i patrzymy jak śpi.

jutro miał grać.
dzisiaj śpij i patrzymy czy wszystko ok.



nic więcej.


wtorek, 23 września 2014

Dylematy

byłem w sklepie.
przede mną stał facet.
ubrany w kombinezon w kolorze ochry w strone sieny palonej.
typowe ubranie dla kogoś kto dostarcza innym przesyłki. na tym kombinezonie miał bluzę, niebieską z jakiegoś dyskontu. a na bluzie kilka długich, jasnych włosów.
bardzo zmęczony.
nie pijany.
zmęczony, w najnormalniejszy lub nienormalny zupełnie sposób.
kupował jedzenie dla psa. wybrał trzy puszki.
kiedy nadeszła jego kolej zapytał o cenę każdej z nich.
pierwsza kosztowała 4,69 druga 3,89 a trzecia nie była wprowadzona do systemu.
chwilę pomyślał i poprosił tą najdroższą. do tego wybrał 2 piwa - najniższa półka, i kawę.
czyli saszetkę 3w1. zapłacił gotówką wyjmując ją z małego, ciemno brązowego portfelika.
wziął resztę podziękował, chociaż pani zapytała czy może być 4 grosze winna, bo akurat nie ma.
zgodził się. zapakował puszki w torbę i poszedł w kierunku drzwi.
był bardzo zmęczony.
zapomniał wszystkich zakupów.
wrócił się po puszki piwa,
poprosił reklamówkę i poszedł.


łyk portera.

co zastał kiedy wrócił do domu po przejsciu 500 metrów ul. powstańców i dotarciu na 3 lub 5 piętro bez windy?

psa? głodnego i szczęśliwego?
blond żonę z psem?
zdenerwowaną żonę ze złym psem?
czy poszedł do hotelu pracowniczego, gdzie jest totalną pizdą i dokarmia miejscowe psy?
czy po prostu wszedł do pustego mieszkania, w którym nie było nawet psa?
nikogo.
a puszki były na kolację?


gdzie by nie trafił to jedno jest pewne.
jutro znowu wstanie.
ubierze swój kombinezon i coś na kształt polaru i pójdzie do pracy.
nie odpocznie dzisiaj przez noc.
będzie mu się wydawało, że jest ok, że się wyspał i nie ma problemów?
będzie mu się wydawało, że te puszki były potrzebne, że się przydały?
wmówi sobie, że kolejny dzień jest spoko?
że coś osiągnie?
pomodli się.
pies ułoży się w nogach lub nie.

wypije piwo które kupił.
otworzy pierwszą puszkę.
wypije. całą.
otworzy drugą...
.................................................



grał w skaryszaku a teraz leci na zgrupowanie do Londynu.
Umieram ze strachu o niego.
nigdy nie myślałem, że dotknie mnie takie uczucie.
paraliż.
mentalny i fizyczny.
on mówi:
- nie chce was zostawić
albo
- boję się, bo trener mi nie pomoże.
albo
- nie znam angielskiego
albo
- tato, trochę się boję.

ja chowam chusteczkę w kieszeni i odchodzę na bok.

fak.

najchętniej bym go nigdzie nie puścił...



i co mam zrobić.














niedziela, 14 września 2014

Taverna Patris

3 albo 4 moze 5
piw


jutro wolne. raczej choroba.


łyk

wczorajsza akcja była mega dziwna.
chłopcy szli na urodziny. pomyslelismy dzien wczesniej ze to doskonla okazja zeby wyjsc bez dzici.
no i super. zaplanowalismy. chociaz w  naszym domu nie zawsze wychodzi planowanie :)
zarezerwowalem knajpe na wieczor.
wczesniej jdnak trzba bylo kupic dwa prezenty dla naszych chlopakow
to troszke zajelo... oklo 2,5 h jezdzenia po miescie za konkretnym prezentem.

I w koncu udalo sie!
kupilismy. zajebisty prezent, ten wymarzony, polecony itd.

łyk

i mowie to co jedziemy skoro juz wyslalismy wszystkie nasze dzici i mamy chwile spokoj?
na co slysze...
ale to bez sensu bo ja juz jadlam macdonalda takze teraz nie pojade....
trzeba mnie byl wczesniej uprzedzic itp. bzdury.

dyskutowalem klucilem sie, ale ...
zrozumialem ze po prostu nie chce isc ze mna...


taki smutek.
bo potem dlugo o tym krzyczelismy i w sumie nie doszlo do zadnego pojednania
ja jeszcze zaognilem mowiac:
ze teraz wiem dlaczego ludzie ktorzy sie rozwodza nie sa w stanie dojsc do porozumienia...

bez łyku

generalnie słabo



sobota, 6 września 2014

uciekajmy

Mam czkawkę.
Zajebiście pisać, że ma się czkawkę, bo tak naprawdę nikt nigdy nie odnotowuje takiego zjawiska.


czkawka,
przezkadza naciskać odpowiednie lityery. musze bekspejsować zeby bylo poprawnie, chociaz z zalozenia nie chce tego robic. bo nie chce sie wracac do ego co bylo.
czkawkwa, meczy.
chyba teraz odczuwam tak czkwawke.  nabranie powietrza nic nie daje.straszenie, też.
graliśmy obok. okazało się, że gramu nie na boisku trawistym, lae na sztucznym.
niestety tutaj (mam na mysli kraj) nic ie da sie uzgodniec wczesniej.

bylo fajnie.
jest postep. duzy postep. psychika jest wzmocniona. co prawda jest placz i zwatpienie, ale kilka słów wystarcza zeby odudowac caly charakter w przeciagu minuty!

łyk.


to wartosciowe.
mam nadzieje ze tak jest.


nie wiem co to znaczy co czytalem.
nie wiem.
wiem ze chce wyjechac juz teraz nagle. zaluje ze tak dlugo tutaj siedze.
to jest pozbawione zdrowego rozsadku
spierdalajmy!






serwer pewnie wytrzyma.
 ale mam nadziej ze bede mogl napisac jeszcze potem.!


uciekajmy.








piątek, 22 sierpnia 2014

wakacje i 6

carlsberg.

wakacje to miły czas.
słońce wypoczynek, luz, brak zmartwień. kazdy oczekuje klimatu "ibiza"
niestety jest zupełnie inaczej. faceci nad polskim morzem nie wypoczywają. albo inaczej, wypoczywają czynnie.bo nie ma takich chwil, że facet leży albo śpi zasłuchany w szum fal.
nie.
tak sie nie dzieje.
zacznijmy:

łyk

na początku facet wsiada w auto i jedzie. jedzie tam gdzie jest plaża. wcześniej pakuje samochód w potrzebne, niezbędne rzeczy wczasowicza. znajduje parking. wypakowuje wszystko. torbę, plecak, płotek/wiatrochron, piłkę do wody, piłkę na plażę. idzie przez las. miły lasek sosnowy jak to nad morzem.
jest ciepło, gorąco i nie ma cienia.nie jest daleko do plaży, ale to wszystko ciąży. ooooo jest doszliśmy!
morze, plaża ........ i w chuj ludzi.
wycieczka jescze się nie skończyła. teraz trzeba z piłką, płotkiem, ręcznikami, i balsamem, brnąć przez piach do wolnego miejsca. Może wyjaśnię. wolne miejsce to takie gdzie możemy rostawić  swój płotek ok. 6 m., przechodzimy 200 m. i juz. rozkladamy sie. fajnie przy samym brzegu.
teraz facet musi załatwić młotek do płotka i go wbić. w sensie każdą z żerdzi.
spoko.
wbijam.
potem musimy umilić czas na piasku... " może kawę?" - tak trzeba zapytać.
więc pytam. "chętnie, dziękuję".
więc idę. 200 m.
wracam z kawą i piwem, małym bo przyjechałem autem. upał w chuj!
proszę. dziekuję.
"chiałabym jakiś leżak, bo teraz będę opalać dekold (czy coś)"
spoko!
idę po leżak. juz nie 200 m. tylko 300, bo koleś który wydaje leżaki jest dalej.
dzień dobry, poproszę leżak na cały dzień.
dziękuję.

łyk

wlokę plastikowy badziew przez pół wybrzeża.
proszę!

łyk

siadam na ręczniku.
tato, zagramy?
tak jasne, ale w co?
porzucamy sobie w wodzie.

łyk

woda 9 st. C!!!!!!!!!!!!!!!!
ok, porzucajmy.
no i sobie tak gramy 20 min.

łyk

ok, zimno mi, idziemy się wysuszyć.
tato, zjemy coś?
ok, to chodźmy.
200 m. idziemy po pizze.


łyk

wracamy.
super, może się położę.
jednak nie.
zaczynamy kopać w piasku.

łyk

jest juz póżno. zbieramy sie. zwijam plotek. zabieram wszystkie ciężary i idziemy 200 m do wyjscia.

łyk

to co? trzeba na obiad.
wszyscy zmeczeni. nikt nie bedzie czekał w kolejce do kasy zeby zamowic.
...ja stoje...
wczesniej zebralem zamowienia.
łyk


po obedzie.
lekki spacer.
i wracamy do auta.
wracamy.






moge sie napic piwa, usiąść, albo się położyć, albo pojechać na rowerku gdzieś.



faceci  nie wypoczywają na wakacjach.!!!!!!!!!



poniedziałek, 14 lipca 2014

nie powinienem...

pije i pisze.
nie wiem czy powinienem.
ok nie wolno od razu tak pesymistycznie.

łyk

żurnal się drukuje:) trochę mam obawy jak to wszystko znajdzie się na papierze. nie widziałem proofów.
widziałem tylko z innej drukarni próbki. mamy się dopasowywać do tych właśnie próbek.
zajebiście.
nie mogę się doczekać.
160 str. klejony z pięknym grzbietem zakończonym czerwonym fragmentem.
To będzie jednocześnie pierwszy jak i piąty numer :) piękny papier lekko chropowaty i nie do końca biały. ładnie pachnie. pachnie jeszcze lepiej kiedy ma na sobie farbę. taka prawdziwą. nie jakiś chujowy termoutwardzalny tusz. klasyczny offset. pięknie. mam nadziej, że kiedyś będzie to najlepszy art book.


łyk


kiedy człowiek się starzeje, im dłużej żyje, im częściej ma urodziny tym bardziej prezenty które otrzymuje są skromniejsze (w sensie zaangażowania). no ale chyba tak po prostu jest. chociaż laurki są czymś zajebistym.
dostałem jedną laurkę z pięcioma słońcami a drugą z jednym wielkim słońcem które zastępowało głowę człowieka. jak fajnie byłoby żeby dzieci zachowały takie abstrakcyjne myślenie. pewnie to nawet nie jest wina szkoły edukacji czy programu i wychowania. to chyba zmiany jakie następują w mózgu w miarę dojrzewania eliminują abstrakcję na rzecz racjonalnego, rzeczowego myślenia :/

łyk

kiedyś widziałem taki program, w którym pan prowadzący mówił, że dzieci nie mają czegoś takiego, jakiejś substancji w mózgu, która pozwala im się zastanawiać co robią. nie potrafią ocenić czy coś jest bezpieczne czy nie. Wiem natomiast, i wierzę w to na maxa, że jedzenie wpływa na pracę mózgu.
Kiedy pasiemy dzieci frytkami i przy okazji siebie nasz mózg traci. gorzej pracuje, nasz system działa tak jakby mu wpierdolić jakieś chujowe paliwo.
za to kiedy zjemy jagody albo borówki nasz mózg zaczyna zapieprzać o 20% lepiej.
także śmieciowe żarcie sprawia, że jesteśmy głupsi. tak samo przyczynia się do tego cukier, syrop glukozowo-fruktozowy (100 razy bardziej słodszy od cukru rozpieprzający wątrobę nerki i trzustkę) i większość konserwantów.

łyk.

mówią, że jestem najlepszym artem we firmie, na zakładzie...
myślę, że to pierdolenie.
że chcą coś.
moja prośba o podwyżkę była rozpatrywana od grudnia do czerwca.
pan Darek A. ma niesamowitą umiejętność bycia w dźwięku próśb swoich pracowników i jednocześnie być nie poruszonym/niedotkniętym  przez te prośby.myślę, że to człowiek który nie moknie na deszczu.
inny nigdy nie wychodzi na deszcz.


lyk.

nie wiem czy najrozsądniejszym wyjściem nie byłoby opuszczenie tego miejsca.
najchętniej, daleko. poza tym fircykowato-zropiałym krajem. to mogłoby podziałać na mnie pozytywnie.


marek wciąż nie żyje.
jego żona nadal pisze.
mistrzostwa się skończyły.

ja się nie zmieniłem.


chciałbym wyjechać z tego kraju, ale tak kurwa na poważnie.
mam dość...