piątek, 16 stycznia 2015

płaszewscy

za 2 doby pakujemy sie w małe podręczne walizki (2 niebieskie z zamkiem szyfrowym i jedna szarą bez zamka) i lecimy do londynu.
4 dni.
ale lot mnie przeraza.
fak.

łyk
łyk

najgorsze ze nie ma tam alkoholu... przez 2.5 godziny bede cierpial gdzies na wysokosci 10 tys. metrow.
fak.


czytalem.

w którym to jst miejscu?


zazdroszcze ze gdzies sie przenieśliście
ze jest jakis krok.
maly i duzy.

dziwne jest to ze zeby poznac kogos bardziej nie mozna z nim byc.

ładne
ładne
ładne



straszne są loty.




sobota, 3 stycznia 2015

głąb

wiem, ale lubię to danie.
za dwa dni, nawet jeden wracam do pracy...

łyk
łyk
łyk
łyk

ehhh...


to było piękne dzisiaj.
dziekuje.


do 5 musze zrobić pasję.
coś już mam, ale nie wiem czy to jest wystarczające. musze chwilę nad tym usiąść.
na razie ułożyłem to w kształt mozaiki. ale teraz jak patrzę źle wygladają te odstępy między znakami.
na razie nie wiem czy zwiększyć czy zmniejszyć.

chciałbym pojechać do Chile.
Allende czy Pinochet?
fajnie było by posłuchać jakiegoś wykładu (-ów)

nie wiem czo o tym pisałem (nie czytam nic wstecz), ale 19 jedziemy do angli.
może coś zobaczę poczuję co zmieni, moje nastawienie do świata.
na pewno poczuję się jak półgłówek bez płynnej znajomości języka.
na to jestem (i nie jestem) przygotowany.

łyk

jestem głąbem.

bo co innego można o mnie pomyśleć.
takie zero. wahające się, czasami na minus czasami na plus.
ale średnia nie wychodzi dobrze.

udaję.


łyk

kłamca.


wyjechać.


łyk

dobranoc



wtorek, 30 grudnia 2014

przepis

szefa znajdziesz na pewno na chomiku.
albo moze  w jakiess kobiecej prasie typu tina filipinka czy inna zofia.


porter.

zajebiste(albo i nie ) jest to ze po raz pierwszy w zyciu roie cos (pisze) czego nie potrafie i nawet nie staram sie tego zmienic. wydaje mi sie ze to jakas część woloności którą udało mi sie w tym głupim niewolniczym pędzie znaleźć. działam dokładnie na takiej samej zasadzie jak "magia" w reklamie produktu do smarowania.
"co powstanie z połączenia ramy z masłem?" nie uwierzywszy... rama z masłem.
(kto kurwa mógł coś tak durnego wymyślić:))

dobrze mi na urlopie. mam wyłączone telefony i skrzynki mailowe.
nie nienawidzę tych mini rozmówek o dupie maryni z ludzimi z pracy, bo od razy przypominają mi, że za kilka dni znowu musze stać się kreatywny.
zwariowany, niebagatelny, warty naśladowania, ten który buduje super relację z klientem...
korpo żyg.


porter

byłem dzisiaj w sklepie z T-shirtami i innymi meskimi odzeżowymi pierdoletami.
wybrałem koszulkę XL... dopiero w przymierzalni zobaczyłem, że "polskie XL" to odpowiednik francuskiego XXXL...
muszę schudnąć
fak


porter, łyk.


ostatniej nocy śniła mi się moja nieznajomość jeżyka angielskiego.
Byłem na konferencji. Wysłali mnie. To było ważne wydarzenie dla całej firmy. Byli sami ważni i sami najbardziej inteligentni i najlepsi w tym fachu. A ja na samym początku wyszedłem do kibla. Sikałem i sikałem. Potem myłem ręcę, prawidłowo wg. instrukcji. Kiedy wyszedłem, ta zsrna konferencja cały czas trwała... Wlazłem tam po cichu i usiadłem pod scianą. Ale okazało się, że kurwa właśnie trafiłem na warsztaty. I widzę dziwczynę od nas z firmy, która idzie w moim kierunku pierdoląc coś pod nosem... Znowu zachciało mi się do toalety. I znowu nie mogłem znaleźć kibla który byłby zamknięty i nie połączony z pokojem. Stres. W końcu znalazłem po długich wycieczkach po piętrch i jazdach wieloma windami. Niestety nie było normalnej muszli tylko ślady na nogi/stopy. Po między nimi dziura. Śmierdząca.
muszę zapisać się na angielski.
fak


porter, łyk


piękny dokument: http://www.planeteplus.pl/dokument-robota-w-iranie_42313
nie wiem jak go ściągnąć,


może uda mi się w końcu stąd wyjechać.
nie ma nawet cienia propozycji. nic.
ale myślę, że może się  uda.
nie wiem dokąd...


zastanawiam sie dlaczego ludzie tutaj wracają.
wiesz?
dlaczego?

pije i uwalniam wolne rodniki.
popełniam samobójstwo, takie powolne. albo takie szybie. kwestia perspektywy.


łyk.


kupiłem sobie książę dziarskiego dziadka:)
od nowego roku wprowadzę jego zalecenia:)

właśnie sobie uświadomilem, że od ponad 6 miesięcy nie zjadłem nic co byłoby miłym, fajnym, niespodziewanym doznaniem.
nie mogę myśleć o jedzeniu...
fak



na koniec przepis:

1 cebula
1 ząbek czosnku
2 piersi z kurczaka
ser pleśniowy niebieski
makaron penne
śmietana
bazylia
pieprz
sól

makaron gotujemu normalnie.
pierś kroimy w kostkę.
cebulę kroimy w piórka. czosnek dodajemy w całości
na rozgrzany olej wrzucamy cebulę. czekamy.
ważne, aby cebula się nie zarumieniła bo będzie gorzka. nie spalmy czosnku.
szybko dorzucamy pierś.
mieszamy, aż kurczak będzię gotowy, ale nie suchy...
dodajemy pokrojony (obojętnie jak) ser pleśniowy.
czekamy aż się rozpuści.
dodajemy śmietanę. zmniejszamy ogień i lekko gotujemy.
dodajemy bazylię.
jeszcze moment...

odcedzamy makaron.
polewamy sosem..
przyda się parmezan.



łyk


mam nadzieję, że niczego nie pokręciłem...




PS mam ten film mogę oddać.








piątek, 26 grudnia 2014

święta

hhhhooooooo
hooooooooooooo


czy są tu grzeczne dzieci?

przelatywałem saniami obok tego właśnie okna i widziałem, że 3 chłopców...
czy to wy?

......................



rola życia:)

podwójna maska, 
podwójna broda,
zmieniony głos,
zmienione ubranie.

w końcu przydały się moje zajęcia z kółka teatralnego w liceum.

dzisiaj moi panowie pytają mnie:
oni: to byłeś Ty?
ja: nie. w tym czasie pilnowałem sań.
oni: ale widzieliśmy czarną brodę, to chyba była Twoja?
j: no niby jak? nie da się być w dwóch miejscach o tym samym czasie...
o: ale długo nie wracałeś. co robiłeś na dole?


łyk.


byłu święta. BUM
dzisiaj koniec.
BUM













PS 
tak naprawde wiesz czym sa cumulusy, stratusy i cumulonimbusy. 
Tzn. znasz ich charakterystykę, ale do końca nie wiesz jak sie zachowaja.
znamy sie. do chmur jest daleko. do chmur jest bardzo blisko.


chętnie.



piję
jak moge zrobic cos takiego
http://www.filmweb.pl/film/Szef-2014-600964


jak.........


piękne

https://www.youtube.com/watch?v=o0u4M6vppCI

piątek, 28 listopada 2014

dół

dobrze ze pamietam hasło.
jest proste.
tak jak ja. nieskomplikowane.
troche liter i cyfry.
i enter.
i działa.


łyk


osobiście.
poprzeczka i słupek.
jest tysiące oczek w siatce, a ja nie umiem znaleźć właściwego.
heheh
ale chujowa metafora.

zgodnie z zasadą nie moge tego wykasowac.
troche szkoda bo swiadczy to o mnie jak bardzo jestem glupi.
al,e to pewnie widomo od poczatku.

wczoraj znalazlem FP ziomka, ktory pisze świetne teksty.
tylko udaje ze jest przygłupi, ja nie udaje.


zastanawiam sie do czego służą mężowie. do czego to wszystko służśy.
po co jest.
by towrzyc podstawową komóre społeczna?
by napędzać i zapewniać ciagłosc skladek?
na pewno sa od kasy, chyba... albo od bicia... albo ciagna hajs od żon
gdyby jej nie bylo pewnie mogli by sobie pojsc precz.

generalnie moglibysmy pojsc precz.

chwast.
i co najgorsze zgadazam sie


fak!!!



chmurka milczy


czwartek, 16 października 2014

słabość

będę pisał nieskładnie. źle i w poplątany sposób.
wybacz.


jestem chory.
przeziębiony.
wypiłem 2 piwa i nic nie pomaga.
chyba rzeczywiście jestem chory.

poszedłem po kolejne. zobaczymy.

wszyscy piszą teraz o meczu polska Niemcy. rzygać się chce. Mnie tez.
ciągle pokazuje ta eskortę dziecięca i ich uśmiechnięte twarze.
w sumie to nic złego.
ale wiem, ze zabrakło tam B.
panowie trenerzy utrzymywali w tajemnicy swoja inicjatywę wyprowadzania reprezentacji przez nasze dziciaki.
niestety nie padło na nas.
rozmawiałem z nimi.
dlaczego nie powiedzieli wcześniej? dlaczego wybrali tych których wybrali (oczywiście im się należało) dlaczego nie było chociaż małego losowania? dlaczego tylko z wyższego rocznika była większość chłopców a z naszego tylko jeden?

straszna chujnia. odpowiedzi były wymijające. panowie zmieszani. zeznania poplątane.
szkoda, bo to historyczna chwila.
mam żal.
niestety niepotrzebnie krygowałem się kiedy startowaliśmy do innych klubów. niepotrzebne było moje zmieszanie i uczucie nielojalności.
wiem. nie powinno mnie to dziwić. to piłka nożna, czyli największe bagno jeśli chodzi o światek sportowy. najgorsze jest to że nawet nie otarliśmy się o zawodowstwo a tutaj juz jest zgrzyt...

nie da się tak łatwo namówić go do rezygnacji z piłki.
konkretnie duży bakcyl jest połknięty.
kiedy nie jesteśmy na treningu B rysuje korki, albo messiego, albo lewego itp. historie.
łatwo nie jest.

właśnie sąpowołania na mecz z jego rocznika... nie ma go w składzie.
zwykle jest w roczniku wyzej ale tym razem w jego roczniku to wazny mecz....
ehhhhh




moja firma jutro jedzie na wyjazd integracyjny.
nie jadę.
z nikim nie zżyłem się dostatecznie by dzielić z nim pokój.
może to za dużo powiedziane, ale na prawdę nie czuję chemii.
no nie czuję.


łyk



strasznie mnie łeb napie.....



warsztaty, wykłady i inne pierdolety. nie interesuje mnie to co maja do powiedzenia ludzie z mojej firmy. no moze poza 2 lub 3 osobami. reszta to reklamowe truchło.
tyle lat z tymi ludźmi i chuj....
nic.


otworzę piwo.

myślę, że nie jestem dobrym ojcem. kiepski daje przykład. na pewno nie wychowuje przez modelowanie. jestem słabym ziomkiem.
oj tak.
i jeszcze moje animozje w stosunku do kadry trenerskiej moga tylko zaszkodzić B.
ale nie moge się kurwa powstrzymać.
mam nadzieję że mu nie zaszkodzę.
że nikomu nie zaszkodzę.
no tak to tez bzdura.

chciałbym wyjechać.
zabrać wszystkich i wyjechać.
daleko.
bardzo.
żeby nic tutaj materialnogo nie zostawić.
nic.
tylko angielski.
jebany angielski.


łyk





















piątek, 3 października 2014

siedzimy

siedzieliśmy z J.
oglądaliśmy i śmialiśmy się.
usłyszeliśmy B schodzącego z góry.
miał wielki kołnierz z chrupek na piżamie.
częśc była na włosach część na spodniach.
jadł je dzisiaj rano.
mam nadzieję, że to nie jest pokłosie bólów z przed wylotu.

siedzimy i patrzymy jak śpi.

jutro miał grać.
dzisiaj śpij i patrzymy czy wszystko ok.



nic więcej.